środa, 13 czerwca 2012

OO3. Mokry Kraków

Cześć!
Postanowiłam trochę wam opisać wycieczkę do Krakowa, która odbyła się w poniedziałek. Zacznę od tego, że przyjechałam do szkoły o godzinę za wcześnie. W dodatku biedronka była jeszcze zamknięta i zostałam zmuszona do przepłacenia za prowiant. Pogoda była paskudna, cały czas padało. Nie miałam kaptura, ani parasola. Przemoczyłam trampki, ale i tak nie miałam najgorzej, bo koleżance się rozkleiły. Cóż to za szajs w Deichmann'ie sprzedają!
Akurat tak wyszło, że nasz autobus parkował na tym samym parkingu co autobus reprezentacji Holandii. Hotel, w którym zamieszkali Holendrzy znajdował się na przeciwko.
Po zwiedzeniu katedry Wawelskiej mieliśmy iść na rynek, lecz zatrzymaliśmy się przed Hiszpańskim Ośrodkiem Kultury i czekaliśmy na księcia Hiszpanii. Na daremne stałam te pół godziny w deszczu, bo się go nie doczekaliśmy. Kilku fotografów zrobiło nam zdjęcia, a jakiś facet nagrywał nas i kazał nam machać. Zawsze spoko.
Potem w końcu znaleźliśmy się na rynku. Mieliśmy 25 minut czasu wolnego. Po za tym, że większość tego czasu, spędziłam w windzie w Empiku to razem z koleżankami karmiłyśmy gołębie. Przepraszam Kevin'y. No i tak, że przez moją obsesyjną miłość do Kevin'ów teraz nazywają mnie Kevin. Pytanie za sto punktów: Dlaczego ty na gołębie mówisz Kevin? To pytanie często mi zadawano. Moja odpowiedź: Zwykły śmiertelnik - jak ty - nigdy nie zrozumie fenomenu Kevin'a. Tak więc - zakochałam się w tym mieście. Prawdziwy raj dla mnie.
 Zdjęcia mi nie wyszły. Mój kochany aparat nie sprawdza się w deszczowe dni. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. ;) Ogólnie wycieczka nie była zbyt udana, bo nasz przewodnik to nudziarz! Ale droga powrotna w autobusie wszystko nadrobiła. Bardzo zajmująca jest rozmowa przez telefon z osoba, która siedzi obok ciebie, na prawdę!
Bay!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz